poniedziałek, 19 lutego 2018

Seria masek w płachcie dla psiarzy - czy marka Skin79 stanęła na wysokości zadania?

Seria masek w płachcie dla psiarzy - czy marka Skin79 stanęła na wysokości zadania?

Zestaw 4 maseczek Skin79 z serii Seoul Girl's beauty secret mask kupiłam jeszcze w zeszłym roku. Skusiła mnie promocja w sklepie internetowym marki, gdzie za całą serię 4 masek zapłaciłam 29 zł - ta cena obowiązuje również w tej chwili. Nie tylko atrakcyjna cena przemawiała za zakupem, ale także, a może i przede wszystkim, design opakowań. Jestem typową "psiarą" i jak zobaczyłam maseczki ukazujące miłość pomiędzy kobietą, a psiakiem, przepadłam <3

Zapraszam na recenzję!


MOISTURIZING CARE

Była to pierwsza maska z serii, którą zużyłam. Pamiętam, że był szary i deszczowy dzień, mój pies był bardzo leniwy, a i mi udzieliło się nic nie robienie. Uznałam, że ta maseczka jest idealna na taki właśnie nastrój. Wystarczy spojrzeć na opakowanie!

Co znajdziemy na naklejce informującej o cechach produktu?

Maska zawiera w sobie kwiatowy wyciąg z lotosu i róży damasceńskiej. Maska poprawia elastyczność oraz koloryt cery, zapewnia skórze natychmiastowe, długotrwałe nawodnienie, zapobiega powstawaniu trądziku oraz wyprysków.

Zacznę więc od zapachu. Zachęcił mnie wyciąg z róży damasceńskiej i liczyłam na właśnie takie nuty zapachowe. Niestety, maska pachniała tanim mydłem, co było bardzo męczące. Dużym plusem jednak była świetna wchłanialność serum - bardzo szybko skóra zrobiła się matowa, bez klejącej warstwy. Przez około 15 minut twarz była lekko zaczerwieniona, ale po tych kilkunastu minutach wróciła do normalnego stanu i przez wiele godzin była gładka i przyjemna w dotyku.

Mimo brzydkiego zapachu maskę oceniłam pozytywnie.


VITAL CARE

Tę maskę zużyłam w Sylwestra - chyba nie muszę wyjaśniać, dlaczego :D Bardzo umiliła mi wieczór. Jakie miała zadanie?

Maska zawiera w sobie kwiatowy wyciąg z wiesiołka dwuletniego, który łagodzi podrażnienia i stany zapalne skóry, opóźnia procesy starzenia, wygładza drobne zmarszczki. Maska polecana wówczas, kiedy cera potrzebuje odżywienia i regeneracji.

Zapach w tym wariancie był już o wiele przyjemniejszy, a skóra po użyciu również była gładka i miękka, dlatego dla tej maski wystawiam wyższą notę, niż dla poprzedniej. Faktycznie skóra była jakby odżywiona i bardziej napięta, ale nie ściągnięta. Lekkie zaczerwienienie również zniknęło po kilkunastu minutach.


SOOTING CARE

Opakowanie tej maseczki jest przepiękne. Pamiętam, jak szkoda było mi je rozerwać! Uśmiechnięty pieseł, cudowny zachód słońca. Miałam ogromne nadzieje co do tej maski.

Maska zawiera w sobie dodatkowy, ziołowy kompleks roślinny (nagietek lekarski, hydrolat i wyciąg z lawendy, rumianek), który koi podrażnioną skórę, regeneruje, działa przeciwzapalnie. Maska polecana wówczas, kiedy cera jest zaczerwieniona, sucha i szorstka.

Zapach maski nie był ani przyjemny, ani też zbyt sztuczny czy drażniący. Serum, tak jak w dwóch poprzednich przypadkach, świetnie się wchłonęło. Niestety, zaczerwienienie nie minęło już tak szybko, a na skórze pojawiło się mnóstwo czerwonych krostek, które utrzymywały się przez około 2 tygodnie po użyciu maski. Byłam bardzo zawiedziona, zamiast pomóc mojej skórze, maska ją bardzo podrażniła :(

Przez to doświadczenie nie zużyłam czwartej maski z serii, która według mnie ma najpiękniejsze opakowanie z całej serii. Przymierzałam się do niej kilka razy, ale ostatecznie uznałam, że będzie ona elementem kolejnego rozdania kosmetycznego, tym razem na moim Instagramie, które powoli planuję.


BRIGHTENING CARE

Maska zawiera w sobie kwiatowy wyciąg z wiśni Yoshino, wykazujący działanie łagodzące, przeciwzapalne, antyalergiczne i lekko rozjaśniające. Maska polecana wówczas, kiedy cera jest ziemista, sucha i matowa.


Oceniając całą serię masek, żadnej z nich nie kupiłabym ponownie.

Poczwórny zestaw kupicie TUTAJ - cena regularna 40 zł / 4 szt. (obecnie 29 zł / 4 szt.).




poniedziałek, 12 lutego 2018

Oleje do zadań specjalnych - jak uzupełniam pielęgnację twarzy, szyi i dekoltu?

Oleje do zadań specjalnych - jak uzupełniam pielęgnację twarzy, szyi i dekoltu?


Wiele razy w swoich postach podkreślam, że skóra mojej twarzy nie dogaduje się z olejami.Dlatego właśnie nie używam ich codziennie do demakijażu i pielęgnacji. Mam jednak trzech ulubieńców do zadań specjalnych, których używam w sprawdzony dla mnie sposób - chcę wam dzisiaj zdradzić moje sekrety i być może nakierować was nieco na pielęgnację z wykorzystaniem olejów i serum olejowych.

Marki, które dzisiaj królują w moim poście, to:

1. o!figa
2. D'Alchemy
3. Nature Queen

Ciekawe? Zaczynamy!


DZIKA FIGA - O!FIGA

Na pierwszy ogień idzie serum olejowe Dzika Figa marki o!figa. Wygrałam je w Wielkim Świątecznym Lilikonkursie u Lili Natura. Byłam przeszczęśliwa, bo choć boję się olejków do twarzy, to serum ogromnie mnie zaciekawiło - głównie naturalnym i wspaniałym składem.

Bazą kosmetyku jest wyjątkowy olej z opuncji figowej, nazywany również naturalnym botoksem. Do wyprodukowania litra oleju potrzeba około miliona pestek wydobytych z blisko pół tony owocu! Ogromna zawartość NNKT (blisko 90%!) wyróżnia ten olej na tle innych półproduktów kosmetycznych naturalnego pochodzenia i sprawia, że posiada on niezwykłe wręcz właściwości antyoksydacyjne i wygładzające. Jest również olejem całkowicie niekomedogennym, co oznacza, że doskonale nadaje się do cer problematycznych z tendencjami do wyprysków i zaskórników. Posiada również właściwości nawilżające i regenerujące. 

Poza olejem z opuncji figowej (wow!) w serum znajdziemy również między innymi olej z owocu dzikiej róży, który łagodzi i regeneruje skórę, dostarczając jej przy tym mnóstwa witaminy C.

Serum najlepiej używać na noc (na zwilżoną skórę, czyli najlepiej po nałożeniu toniku) i pozostawić do wchłonięcia.

Jako, że na olej z opuncji figowej mówi się "naturalny botoks", postanowiłam używać go pod oczy - jest niezwykle bezpieczny dla okolic oczu) oraz do okolic ust, gdzie występują u mnie widoczne bruzdy nosowo-wargowe. Jestem zauroczona tym produktem, bo już po około 2 tygodniach użytkowania zauważyłam wygładzone linie w okolicach oczu oraz delikatne spłycenie bruzd nosowo-wargowych.

Serum ma konsystencję typowego oleju, żółtawy odcień i według mnie pachnie jak chrzan. Może zabrzmi to dziwnie, ale zapach bardzo mi się podoba! Zdecydowanie jestem "chrzanolubna" :) Serum dość długo się wchłania, ale zawsze na to pozwalam, bo wtedy osiągam najlepsze efekty stosowania tego produktu.

Moja buteleczka (z ciemnego szkła, z pipetą) ma pojemność 30 ml - na stronie o!figa pojawiła się nowość, buteleczki o pojemności 20 ml.

Kupicie TUTAJ - cena regularna 89,90 zł / 20 ml (obecnie w promocji za 77,31 zł).


INTENSYWNIE REGENERUJĄCY OLEJEK DO TWARZY - D'ALCHEMY

O marce D'Alchemy oraz o innym produkcie z mojej półki przeczytacie w tym poście - KLIK.

Moja buteleczka to mini produkt o pojemności 5 ml - regularna pojemność to 30 ml. Olejek przeznaczony jest praktycznie do każdego rodzaju skóry. Ma za zadanie głęboko nawilżyć i zregenerować skórę oraz spowolnić przy tym proces jej starzenia się.

Spektakularny olejek, stworzony na bazie drogocennego, czystego olejku różanego - eliksiru długowieczności. Wspomaga procesy odpornościowe skóry oraz pobudza jej naturalny proces gojenia i regeneracji. Zawiera szerokie spektrum składników aktywnych: witamin, przeciwutleniaczy oraz nienasyconych kwasów tłuszczowych Omega 3, 6 i 9, które głęboko nawilżają, odbudowują i regenerują skórę, wzmacniając jej napięcie. Bogaty w najcenniejsze dla skóry oleje roślinne: olej z pestek róży, żywiczny z krystalicznych „kropel-łez” drzewa Pistacja Lentiscus, olej monoi, arganowy, lniany oraz buriti, a także w antyoksydacyjne ekstrakty z guarany, aceroli, rokitnika, żurawiny i camu camu.

W jaki sposób ja używam tego produktu? Pielęgnuję przy jego pomocy skórę szyi i dekoltu. Kiedy byłam nastolatką, nadmiernie korzystałam z solarium i kąpieli słonecznych. Jest to bardzo widoczne poniżej mojej twarzy - mam liczne zmarszczki poziome, zarówno na szyi jak i na dekolcie. Olejek D'Alchemy nawilża moją skórę i delikatnie ją napina. Zauważyłam, że zmarszczki są nieco mniej widoczne, zapewne dzięki lepszemu napięciu skóry.

Olejek ma lekko żółtawy kolor i cudownie pachnie różą. Uwielbiam go!

Kupicie TUTAJ - 190 zł / 30 ml.


MACERAT Z MARCHWII - NATURE QUEEN

Macerat marchwiowy otrzymywany jest w wyniku maceracji korzenia marchwi w oleju słonecznikowym, tłoczonego na zimno. Ma intensywnie pomarańczowy kolor i jest olejem o dużej zawartości beta-karotenu. Posiada doskonałe właściwości na polu pielęgnacji urody i poprawy naszego zdrowia.
 Macerat z marchwi Nature Queen doskonale sprawdza się przy pielęgnacji każdego rodzaju skóry. Doskonale poprawia jej koloryt, wygładza, nawilża i regeneruje skórę, działa przeciwzapalnie, przyśpiesza gojenie ran i oparzeń, ułatwia regenerację naskórka. Dodatkowo łatwo się wchłania, nie zatyka porów i ma działanie brązujące.

Jakie zadanie specjalne zlecam temu produktowi? Otóż poprawę koloru mojej skóry, kiedy po ciężkim dniu staje się szara i zmęczona. Olejek ma bardzo intensywnie pomarańczowy kolor i potrafi brudzić, dlatego trzeba korzystać z niego z rozwagą. Ja, chcąc poprawić koloryt twarzy, dodaję malutką kropelkę olejku do kremu, którego używam na noc. Skóra faktycznie staje się jakby bardziej "ożywiona". Dostałam go jesienią, więc używam go w ten sposób, ale latem na pewno skorzystam z niego jako z naturalnego filtra przeciwsłonecznego. Olejek pachnie jak kuchenny olej słonecznikowy :)

Kupicie TUTAJ - 24,99 zł / 50 ml.


Jeżeli wy również macie oleje do zadań specjalnych w pielęgnacji twarzy, koniecznie dajcie znać w komentarzach! :)

czwartek, 1 lutego 2018

Kringle czy Country? Masz dylemat? Niepotrzebnie!

Kringle czy Country? Masz dylemat? Niepotrzebnie!

W sklepie internetowym Kringle.pl możemy kupić świece zarówno Kringle Candle jak i Country Candle. Obie marki mają rewelacyjne zapachy o dużej mocy, dwa knoty przy większych rozmiarach świec i dwa odmienne designy słojów. Często możemy zauważyć również powtarzalność zapachów, które mają niemalże identyczne naklejki i bardzo zbliżone nazwy. Co wtedy zrobić? Którą świecę wybrać? Czym się kierować?
Podpowiadam: Tylko i wyłącznie swoim własnym gustem i głosem serca!

W wielu przypadkach zapachy są wręcz identyczne - np. Cozy Cabin od Kringle i Cozy Cabin od Country. Przetestowałam natomiast porównawczo Warm Apple Pie/Apple Pie oraz Frosted Cranberry/Frosted Cranberries. Wyczułam różnicę. I wiecie co? Są osoby, którym bardziej do gustu przypadną nuty zapachowe Kringle oraz osoby, które dałyby się pokroić za Country. Nie ma jasnej odpowiedzi na pytanie: Która z nich pachnie ładniej? Po prostu szukajcie, a znajdziecie! :)

A teraz zapraszam na recenzje dwóch świec - jednej Kringle, a drugiej Country.


KRINGLE CANDLE GOLD & CASHMERE

Od zawsze powtarzam, że ta świeca jest idealnym prezentem bądź dodatkiem do prezentu, dosłownie dla każdego. Wypaliłam już 2 woski i 1 daylight w tym zapachu, a teraz upajam się zapachem świecy w największym słoju. Uwielbiam design naklejki tego zapachu - złota kokarda i blask. Czy jest coś, co sprawi, że osoba obdarowana takim prezentem nie poczuje się dopieszczona? Na pewno nie!
Ten zapach jest bardzo otulający, ale zarazem nienachalny. Łączy w sobie dość bezpieczne nuty zapachowe, takie jak wanilia, cukier, cytrusy, drzewo sandałowe czy piżmo. Z połączenia tych nut otrzymujemy bardzo "ciepły" zapach przypominający kaszmir. Paląc go zawsze wyobrażam sobie cudowny wieczór w domu przy kominku z ukochaną osobą - pod kocem lub w ciepłym swetrze i z lampką białego wina lub szampana w dłoni. Moim zdaniem to zapach, który przypadnie do gustu prawie każdemu.



COUNTRY CANDLE FROSTED CRANBERRIES

Moim pewniakiem od dawna był zapach w wersji Kringle. Wypaliłam 2 daylighty i zdecydowałam się na dużą świecę. Pewnie sięgnęłabym po sprawdzony zapach Kringle, ale zobaczyłam przepiękny kolor wosku w słoju Country i przepadłam. Wiedziałam, że muszę go mieć! I wybór został zmieniony :)
Czy dobrze zrobiłam? Na to pytanie też nie ma jasnej odpowiedzi. Na pewno zapach się różni. Dla jednych pewnie nieznacząco, dla innych wcale. Mi jednak brakuje jednej nutki, którą wyczuwałam w świeczkach Kringle. Zapach wciąż jest słodki, wciąż nie ma w nim ani krzty cierpkości żurawiny i wciąż jest bardzo, ale to bardzo owocowy, co w nim uwielbiam. Jest jednak inny.

Dlatego właśnie wniosek jest jeden.

Przy wyborze odpowiedniej świecy dla siebie zawsze kierujcie się stawianiem na te nuty zapachowe, które najbardziej lubicie. 

Logicznym jest, że nie każdy zapach nam się spodoba i nie z każdą świecą połączy nas miłość. Dlatego warto sprawdzać, testować i... wymieniać się! Tak, jestem zwolenniczką wymian świecowych. Sama mam za sobą dopiero dwie, ale na pewno będzie ich więcej. Zdradzę wam jednak, że do zapachów nie zrażam się za szybko. Są takie, które zapaliłam raz i uznałam, że mi się nie podobają, ale nie chcę z nich rezygnować. Chowam je do szafki i czekam na zmianę aury za oknem lub pory roku i wrócę do nich ponownie. To również wpływa na nasze doznania zapachowe, pamiętajcie!

Życzę wam wszystkim wielu udanych świecowych łowów i zapraszam na stronę Kringle.pl, gdzie trwa właśnie ogromna promocja na wybrane zapachy!

poniedziałek, 29 stycznia 2018

Naturalny haul zakupowy z Lawendowej Farmy

Naturalny haul zakupowy z Lawendowej Farmy


Witajcie kochani!

Niedawno opowiadałam wam o jednym z moich ulubionych sklepów internetowych z ręcznie robionymi kosmetykami naturalnymi - Lawendowa Farma. Dziś chciałabym pokazać wam moje kolejne zakupy, które poczyniłam właśnie w tym sklepie. Tym razem postawiłam nie tylko na pielęgnację twarzy, ale także i włosów. W moim zamówieniu znalazł się jeden stały bywalec i aż 3 nowości, które krzyczały do mnie już od dawna. W końcu udało mi się kupić je wszystkie, a tego, czy jestem z nich zadowolona, dowiecie się właśnie z tego wpisu :)

W moim koszyku znalazły się:
1. mydło "Czarne na Białym";
2. mydło "Wielka Trójka";
3. Kolorowa maseczka Różowa;
4. Nalewka octowa szałwiowo-tatarakowa.

W prezencie do zamówienia otrzymałam:
1. mydełko "Siarkowe";
2. mydełko "Różowy Alabaster".



Zacznijmy od mydeł, bo to one zawsze grają pierwsze skrzypce, jeżeli chodzi o moje zamówienia w Lawendowej Farmie.

CZARNE NA BIAŁYM

Mydłem, które znam i kocham od lat, jest właśnie "Czarne na Białym". Spójrzmy na jego skład i właściwości:

Skład:
zmydlony olej kokosowy, zmydlona oliwa z oliwek, woda, zmydlony olej rycynowy, wiórki mydła Aktywny Węgiel (o tym mydle więcej dowiecie się z tego spisu - KLIK).

Czarne wiórki z aktywnym węglem, zanurzone w oleju kokosowym, rycynowym i oliwie, delikatnie oczyszczają skórę, łagodzą podrażnienia i stany zapalne, natłuszczają i nawilżają. To bardzo dobre mydło na co dzień, dla wszystkich z przetłuszczoną, trądzikową skórą. Dzięki zawartości oleju rycynowego nadaje się również do mycia włosów, szczególnie w przypadku problemów ze skórą głowy. Polecamy wszystkim, dla których czarne węglowe mydło oczyszcza skórę zbyt radykalnie - Czarne na Białym jest delikatniejsze w działaniu, mniej ściąga i przesusza skórę.

Pokochałam je za to, że idealnie zmywa makijaż. Jest moim pierwszym krokiem w oczyszczaniu twarzy, ale także w jej porannym myciu. Świetnie dba o moją skórę, kiedy nie ma na niej mnóstwa wyprysków, a jedynie typowe dla mnie zaskórniki. Niestety, nie pachnie kokosem, ale pamiętajcie, że to zasługa w 100 % naturalnego składu :) Świetnie się pieni i wygląda fenomenalnie! To mój pielęgnacyjny must-have od lat.

Kupicie TUTAJ - cena regularna to 14 zł / 100 g (obecnie w promocji za 12 zł). 


WIELKA TRÓJKA

To mydło zaciekawiło mnie właściwościami idealnymi dla skóry trądzikowej. Od wielu lat, w walce z trądzikiem, pomaga mi mydło "Aktywny Węgiel", ale mam jeszcze jego zapas. Postanowiłam wypróbować coś innego, w końcu uwielbiam testować naturalne nowości :)

Co o "Wielkiej Trójce" mówi "ciało sprawcze"? ;)

Skład:
zmydlony olej kokosowy, zmydlona oliwa, zmydlony olej rycynowy, wywar z jeżówki, krwawnika i łopianu, roślinny barwnik annato, olejki eteryczne: lawendowy, paczulowy i geraniowy.

Właściwie powinnam je  nazwać Wielka Trójka Przeciwtrądzikowa, bo zrobiłam je na bazie odwaru z trzech ekstra oczyszczających ziół: jeżówki purpurowej, krwawnika i łopianu. Znacie te cudowne ziółka? Jeżówka purpurowa zrobiła karierę jako ziółko zwiększające odporność i zwalczające przeziębienia, ale to niezastąpiony środek na trądzik i stany zapalne skóry, doskonale oczyszcza, łagodzi i goi. Krwawnik pospolity działa ściągająco, przeciwzapalnie i odkażająco, a do tego hamuje drobne krwawienia, niezastąpiony przy drobnych skaleczeniach i otarciach. Łopian, no cóż, oprócz tego, że skutecznie pielęgnuje skórę głowy (ogranicza łojotok i łupież) jest niezastąpiony w walce z trądzikiem. Wielka Trójka to trzy w jednym: oczyszczające, odkażające, ale jednocześnie gojące i natłuszczające mydło na stany zapalne skóry. Polecamy do mycia skóry trądzikowej, do mycia włosów , do kąpieli i pod prysznic. 

Wow, wow i jeszcze raz wow. Powiem wam szczerze, że mydełko już przetestowałam i jak zwykle jestem zachwycona. Nie wysuszyło mi skóry, nie ściągnęło jej za bardzo, a świetnie umyło, nie podrażniło i wygładziło twarz. Jak w przypadku innych tego typu mydeł, raczej nie pachnie - przyzwyczaiłam się do tego już dawno temu. Na pewno będę go używać kiedy pojawią się podrażnienia i uczulenia. Widzę, że pomoże je przepędzić!

Kupicie TUTAJ - cena regularna to 14 zł / 100 g (obecnie w promocji za 12 zł). 


MYDŁO SIARKOWE I RÓŻOWY ALABASTER

Oba mydełka są w rozmiarze mini - dostałam je w prezencie do zamówienia. Uwielbiam otwierać kartoniki z Lawendowej Farmy, bo zawsze kryje się w nich jakaś niespodzianka. Czuję się wtedy totalnie dopieszczona przez sklep.

Mydełko siarkowe miałam już okazję testować - myślę, że jest świetne dla skóry z obfitym trądzikiem, nawet młodzieńczym. W zapachu czuć siarkę, ale nie przeszkadza to w użytkowaniu mydła. Po jego użyciu wystarczy dobrze nawilżyć skórę i czekać na efekty, bo wierzcie mi, że ten produkt naprawdę walczy nawet z najtrudniejszym do wyleczenia trądzikiem.

Różowy Alabaster to mydło z różową glinką - tak jak maseczka, którą zamówiłam, więc to idealne zestawienie dla mnie. Zaskoczeniem w składzie był dla mnie olej ryżowy, który ma działanie regenerujące i chroniące skórę. Mydełka używałam - świetnie się pieni i uelastycznia naskórek. Bardzo się polubiliśmy!


KOLOROWA MASECZKA Z RÓŻOWĄ GLINKĄ

Nie mogłam się jej oprzeć. Jestem maniaczką maseczek glinkowych, ale ostatnio nie mam zbyt wiele czasu na ich samodzielne przygotowywanie. Pomyślałam, że ta maska będzie idealną alternatywą dla moich glinek rozrabianych z hydrolatami roślinnymi. Różni się od nich diametralnie! A czym? Po pierwsze, konsystencją - jest zbita, ale pod wpływem ciepła zamienia się w olejek <3 Po drugie, składem. Spójrzcie, jaki jest rewelacyjny!

Skład:
masło shea, olej kokosowy, olej ze słodkich migdałów, glinka różowa, wosk pszczeli, miód,olejek eteryczny limetkowy,  wit. E.

Nie masz czasu/ochoty by przygotować maseczkę na twarz? No i dobrze! Użyj naszej  kolorowej maseczki! Jest gotowa, wystarczy posmarować nią twarz, potrzymać 10-15 minut, a potem zetrzeć np. papierowym ręcznikiem - pozostawia skórę gładką, elastyczną i odświeżoną. Glinka różowa bardzo dobrze pielęgnuje skórę wrażliwą i delikatną, ze skłonnościami do alergii i podrażnień, ma właściwości zabliźniające, dezynfekujące i wygładzające.

Jestem zachwycona jej działaniem. Mam wrażenie, że olejek, który powstaje po kontakcie ze skórą, dosłownie rozgrzewa. Czułam niesamowicie przyjemne ciepło podczas aplikacji! Jako, że moja skóra nie dogaduje się z olejami na dłuższą metę, ja po 15 minutach całkowicie zmyłam maseczkę z twarzy. Mimo wszystko była ona gładziutka i rewelacyjnie miękka. Do tego maseczka pachnie cytrusami, a zamknięta jest w słoiczku z ciemnego szkła, co wręcz uwielbiam. Jestem zakochana!

Kupicie TUTAJ - 31 zł / 60 ml.




NALEWKA OCTOWA SZAŁWIOWO-TATARAKOWA


Nalewki octowe z Lawendowej Farmy kuszą mnie odkąd przetestowałam malinowa płukankę z Yves Rocher. Tamta sprawiła, że moje włosy niesamowicie błyszczały. Chciałam mieć to na co dzień. I wiecie co? Mam! Po użyciu nalewki moje włosy stały się nie tylko błyszczące, ale i gładkie i sprężyste <3


Skład:
ocet jabłkowy 10% (macerat ziela szałwii i tataraku), olejek eteryczny lawendowy, olejek eteryczny lemongrasowy, olejek eteryczny szałwiowy.

Wzmacnia i odżywia włosy, skutecznie usuwa mydlany osad, ma kolor bardzo  lekkiej herbaty, dla wszystkich rodzajów włosów, przyjemnie pachnie.

Nalewki octowe możesz stosować na trzy sposoby:
1. wcierać we włosy i skórę głowy zaraz po umyciu i pozostawić bez spłukiwania
2. wcierać we włosy i skórę głowy i trzymać pod turbanem z ręcznika 20-30 minut, a potem spłukać letnią wodą
3. umyte włosy spłukać letnią wodą z dodatkiem nalewki octowej (do 1litra wody dodajemy 1-2 łyżki nalewki)
Ocet jabłkowy przywraca  skórze głowy właściwy,  lekko kwaśny odczyn; nalewki octowe nie pozostawiają we włosach "octowego" zapachu. 


Ja wybrałam sposób 3 i płuczę włosy rozcieńczoną nalewką. Wtedy faktycznie zapach octu jest ledwo wyczuwalny (po wysuszeniu włosów wcale go nie ma), ale niestety nalewka sama w sobie bardzo pachnie octem. Mimo wszystko nie przeszkadza mi to, bo efekt jest świetny.

Kupicie TUTAJ - 23 zł / 250 ml.


Dajcie znać, co was najbardziej zainteresowało! Po ostatnim wpisie o Lawendowej Farmie otrzymałam od was kilka informacji zwrotnych, że sklep bardzo was zainteresował i zrobiłyście w nim zakupy. Dawajcie znać, jak sprawują się zamówione produkty! Od dwóch z was wiem, że po przetestowaniu mydeł, pojawiła się miłość do Lawendowej Farmy <3

 



środa, 24 stycznia 2018

Idealny krem dla tłustej skóry i nowa marka na rynku kosmetycznym!

Idealny krem dla tłustej skóry i nowa marka na rynku kosmetycznym!


Jeszcze w zeszłym roku, dzięki Instagramowi, poznałam markę kosmetyków d'Alchemy, która propaguje holistyczne podejście do otaczającego nas świata. Filozofia marki głosi, że wszystko w przyrodzie ma swoje miejsce i czas. Muszę się przyznać, że bardzo szybko przekonałam się do tych poglądów, a co za tym idzie, do samych produktów. Dziś chcę opowiedzieć wam o moim faworycie, czyli o regulującym kremie do cery tłustej i mieszanej.

Zanim jednak dowiecie się, jak przebiegły testy, przytoczę wam kilka cytatów ze strony internetowej marki d'Alchemy - KLIK.

"Co wspólnego mają nowoczesne kosmetyki naturalne z maściami robionymi własnoręcznie przez nasze babcie i pra-pra-babcie? Jest to coś podstawowego, a jednocześnie trudno osiągalnego w dzisiejszych czasach: czysta naturalność surowców roślinnych."

"Preparaty D’ALCHEMY powstają z roślin uprawianych metodami ekologicznymi lub dziko rosnących na terenach ekologicznie czystych."

"Wyprodukowanie wartościowych kosmetyków naturalnych to dopiero część zadania. Trzeba znaleźć sposób, aby kosmetyki przechowywać bez utraty ich właściwości. Zwykłe szkło, do niedawna uważane za najbezpieczniejsze do przechowywania preparatów kosmetycznych, nie chroni ich przed degradacją w wystarczającym stopniu. Dlatego D’Alchemy korzysta ze specjalnego szkła biofotonicznego, które pomaga zachować cenne właściwości składników roślinnych."

"W kosmetykach D’ALCHEMY nie ma miejsca na składniki nieistotne (...) dlatego bazę kosmetyków pielęgnacyjnych stanowią wyłącznie hydrolaty roślinne (nie zwykła woda)." 

Przekonane? Jeśli jeszcze nie, dopowiem tylko, że na stronie internetowej dostępny jest wspaniały LEKSYKON SKŁADNIKÓW, który poinformuje nas, dlaczego w danym produkcie użyto właśnie tych konkretnych składników. Czyż to nie cudowne? Ja jestem oczarowana!


Testuję 3 produkty:
1. wspomniany już wcześniej regulujący krem do cery tłustej i mieszanej;
2. wodę micelarną (która posiada atomizer wytwarzający piankę! Jestem w niej zakochana!);
3. intensywnie regenerujący olejek do twarzy.

Krem zrobił na mnie największe wrażenie, dlatego postanowiłam poświęcić mu cały post.

Co pisze o nim Producent?

"Krem-żel o lekkiej, nietłustej konsystencji, przeznaczony do kompleksowej pielęgnacji skóry tłustej i mieszanej. Rekomendowany w walce z niedoskonałościami skóry. Pomaga pobudzić naturalny proces złuszczania naskórka, odblokowuje ujścia porów, oczyszcza je z nagromadzonych martwych komórek i nadmiaru sebum. Dzięki specjalnie wyselekcjonowanym, naturalnym wyciągom roślinnym krem wyrównuje powierzchnię skóry, zmniejszając wielkość i widoczność porów oraz skutecznie redukuje zmiany zapalne, objawiające się w postaci krostek i grudek. Oleje roślinne, zawarte w formule preparatu, odpowiadają za utrzymanie optymalnej wilgotność skóry przez wiele godzin. Po aplikacji skóra pozostaje wygładzona i matowa, bez efektu ściągnięcia czy wysuszenia naskórka."

Krem ma konsystencję lotionu. Szklane opakowanie z pompką jest więc dla niego idealne - świetnie dozuje się odpowiednią, niedużą ilość kremu. Zapach jest ziołowy i bardzo przyjemny. Nie czuć w nim sztuczności ani składników nadających zapach. Jak wtopi się w skórę, ja czuję delikatną nutę cytrusową. No właśnie, w kwestii wtapiania się w skórę - krem bardzo szybko się wchłania, nie pozostawiając na skórze żadnej nieprzyjemnej warstwy. Faktycznie jest idealną bazą pod makijaż. Krem mnie nie uczulił ani nie podrażnił.

Ale co z najważniejszym działaniem? Czy krem reguluje wydzielanie sebum i ogranicza błyszczenie się skóry?

Tak, tak i jeszcze raz TAK!

Moja skóra zazwyczaj tak bardzo się błyszczy, że już od dawna nie wierzę w magiczne działanie kosmetyków dla tłustej skóry. Ten produkt jednak ogromnie mnie zaskoczył. Początkowo, (przez jakieś 2 tygodnie użytkowania) efekt ten był zauważalny w niedużym stopniu (ale mimo wszystko był). Teraz, kiedy używam kremu dużo dłużej, zauważalnie zmienił się wygląd mojej skóry! Po 8 godzinach od nałożenia makijażu, moja skóra błyszczy się tak nieznacznie, że nie czuję potrzeby użycia bibułki matującej! Wcześniej używałam ich co około 2-3 godziny. Naprawdę jestem zachwycona i uważam, że krem jest wart swojej ceny.

Za 50 ml produktu zapłacimy 150 zł - TUTAJ.


Naprawdę z czystym sumieniem polecam produkty marki d'Alchemy i zapraszam do buszowania po niezwykle bogatej stronie internetowej! 

niedziela, 21 stycznia 2018

Cosnature, seria avocado - idealny duet dla suchych włosów!

Cosnature, seria avocado - idealny duet dla suchych włosów!

Moje włosy, od czasu nieudanego rozjaśniania w maju i od kilku poprawek u innego fryzjera, są przesuszone i bardzo uwrażliwione. Ich codzienna pielęgnacja została uzupełniona więc przede wszystkim o dodatkowe olejki, pomagające utrzymać włosy w jak najlepszej kondycji. Od kilku miesięcy szukam też szamponu i maski, które mnie zadowolą. Potrzebuję delikatnego składu, ale też dokładnego domycia skóry głowy.
Planowałam zamówić maskę do włosów wysokoporowatych od Anwen. Niestety, tego dnia, kiedy postanowiłam złożyć zamówienie w moim ulubionym sklepie internetowym z naturalnymi kosmetykami Krem de la Krem, maska była niedostępna. Nie mogłam już czekać, bo poprzednia maska skończyła mi się tego dnia. Przypomniałam sobie, że mam przecież w zapasie szampon Cosnature z awokado, którego jeszcze nie otworzyłam. W sklepie znalazłam maskę z tej samej serii i postanowiłam ją zamówić.

Jestem już po kilku testach tego duetu i jestem zachwycona stanem moich włosów po ich umyciu, wysuszeniu i wyprostowaniu! Zapraszam więc na recenzję obu produktów.


REGENERUJĄCY SZAMPON DO WŁOSÓW Z AWOKADO I MIGDAŁAMI

"Naturalny szampon regenerujący zawiera starannie wyselekcjonowane składniki zapewniające delikatne mycie suchych, zniszczonych i farbowanych włosów. Łagodnie oczyszcza, nie podrażniając skóry głowy. Zawiera efektywną formułę hydrolizatu protein ze słodkich migdałów, wyciągu z awokado i oleju arganowego, dzięki której włosy są odżywione, nawilżone i wzmocnione od nasady aż po końce."

Kluczowymi składnikami szamponu są: hydrolizat protein migdałów, wyciąg z awokado i olej arganowy. To dzięki nim włosy stają się elastyczne, miękkie, błyszczące, odżywione i nawilżone. Składniki aktywne dostarczają im również wielu witamin i kwasów tłuszczowych.

Producent pisze, że szampon oczyszcza skórę delikatnie. Kiedy widzę takie zapewnienie, zazwyczaj wiem, że będę odczuwać, że moje włosy są "niedomyte" i oklapnięte. Bardzo się zaskoczyłam po pierwszym użyciu tego produktu! Skóra głowy była dokładnie umyta, a włosy oczyszczone z używanych wcześniej produktów i olejów.
Szampon ma rzadką konsystencję i jest przezroczysty. Dobrze rozcieńcza się z wodą i pieni się wystarczająco. Pachnie na początku lekko chemicznie, ale po chwili wydobywa się słodki zapach, dla mnie cytrusowo-cukierkowy. Jest niemalże identyczny jak zapach szamponu Sylveco, którego używałam.
Wydajność szamponu określiłabym jako średnią. Tak jak napisałam - bardzo dobrze się rozcieńcza, ale mimo wszystko jest rzadki, więc mam wrażenie, że szybko znika.

Za 200 ml produktu zapłacimy 17,90 zł - TUTAJ.


REGENERUJĄCA MASKA DO WŁOSÓW Z AWOKADO I MIGDAŁAMI

"Naturalna regenerująca maska do włosów z odżywczym olejem arganowym, olejem migdałowym i masłem z awokado przeznaczona jest do pielęgnacji każdego rodzaju włosów (szczególnie zaś do włosów zniszczonych i farbowanych). Wzmacnia strukturę włosów, zmniejsza podatność na łamanie się i przyczynia się do zmniejszenia uszkodzeń włosów, odbudowując włosy zniszczone i odwodnione."

Maska ma nieco inne składniki aktywne niż szampon, ale podąża tą samą ścieżką ;) Kluczowe składniki to przede wszystkim: olej ze słodkich migdałów, olej arganowy, masło z awokado oraz proteiny pszenicy i proteiny słodkich migdałów. Te ostatnie sprawiają, że ta maska nie powinna być przez nas używana podczas każdego mycia włosów. Polecam stosować ją np. co drugie mycie. Dlaczego? Bo co za dużo to nie zdrowo - tutaj to stwierdzenie ma podwójną moc. Włosy bardzo łatwo jest przeproteinować, przez co znacznie się przesuszą, usztywnią i zaczną wypadać. Nie jestem specjalistką w kwestii pielęgnacji włosów i składników aktywnych w kosmetykach, piszę jedynie na podstawie swoich doświadczeń i obserwacji. Mi stosowanie masek z proteinami co drugie mycie pomaga - uzupełniam pielęgnację o delikatne odżywki do włosów i radzę sobie z nimi bardzo dobrze.

Maska jest mało wydajna - niestety. Ma dość gęstą konsystencję, ale tubka nie mieści w sobie dużo produktu. Maska pachnie już bardziej chemicznie niż szampon. W jej przypadku nie czuję już żadnego zapachu uzupełniającego. Nie przeszkadza mi to jednak, bo po osuszeniu włosów ręcznikiem i tak używam kremu termoochronnego przed działaniem wysokiej temperatury, który pachnie intensywnie.

Za 100 ml produktu zapłacimy 20,90 zł - TUTAJ.


Dzięki pielęgnacji włosów produktami marki Cosnature w końcu mam wrażenie, że moje włosy są gładkie i błyszczące. Przy regularnym prostowaniu włosów, z którego nie jestem w stanie zrezygnować, często zauważam puszenie się końców, nawet po ich wygładzeniu. Te produkty sprawiły, że zapomniałam o tym. Włosy naprawdę są gładkie i zdyscyplinowane. Uwielbiam ten duet!

W sklepie Krem de la Krem znajdziemy również odżywkę do włosów z tej serii, która na pewno będzie świetnym uzupełnieniem codziennej pielęgnacji. Jest jej dwa razy więcej niż maski.

Źródło: www.kremdelakrem.pl

poniedziałek, 15 stycznia 2018

Błękitny powiew lata, czyli zapachowe oderwanie się od zimy ze świecami Country Candle

Błękitny powiew lata, czyli zapachowe oderwanie się od zimy ze świecami Country Candle


Zima w tym roku płata nam figla. Szczególnie w rejonach Polski na północ od naszych pięknych gór. Wokół mojego bloku wciąż kwitnie kilka stokrotek, kasztanowiec wypuścił pączki, a róże na działce sąsiadki wciąż stoją dęba i czekają, aż ktoś zetnie je w przypływie miłości. Pogoda, choć od kilku dni delikatnie mroźna, dzięki zapachowi powietrza kojarzy mi się raczej z wczesną wiosną, niż z zimą w pełni. I mimo, iż nadal lubuję się w zimowych i świątecznych zapachach, wewnętrzny głos kazał mi zamówić letnie zapachy świec, które pozwolą mi choć na chwilę zmienić klimat, który mam w sercu - bo za oknem przecież wciąż go brak.
Postawiłam na dwie niebieskie świece dwuknotowe od Country Candle. Tę markę pokochałam już jakiś czas temu, kiedy zaczęłam buszować na kringle.pl. Przepiękne słoje, cudowne kolory wosku i rewelacyjne połączenia zapachowe. Nie mogłam się oprzeć również rewelacyjnym naklejkom, dlatego wybrałam te dwa cudeńka.

Zapraszam na recenzje!


COCONUT COLADA

To zapach, który rozpaliłam jako pierwszy. Na sucho pachniał tak wspaniale, że miałam wrażenie, że leżę gdzieś na drugim końcu świata na piaszczystej plaży i popijam drinka świeżo przygotowanego specjalnie dla mnie przez tubylca. Kiedy podpaliłam oba knoty, usiadłam przy stoliku i czekałam na to, co się stanie. Po kilku minutach cały mój pokój oplótł zapach ananasa zmieszanego ze świeżym kokosem. Zapach naprawdę jest idealny! Słodki, egzotyczny i nie ma w nim ani krzty sztuczności. Naprawdę przenosi nas do innego świata! Jest bardzo intensywny, ale nie przytłacza.
Ciekawe jest to, że mimo, iż następnego dnia zapaliłam zupełnie inną świecę, która również pachniała bardzo intensywnie, kiedy trzeciego dnia weszłam z pracy do domu, wciąż czułam pinacoladę! To zapach, który naprawdę na długo pozostaje w pomieszczeniu. Zakochałam się w nim bez pamięci <3

Świecę kupicie TUTAJ.


CILANTRO, APPLE & LIME

Zapach ten nazwałam "typowo kuchennym". Jest połączeniem świeżej kolendry, cierpkiego, zielonego jabłka i kwaśnej limonki. I mimo, iż nie lubię w potrawach smaku i zapachu kolendry, tej świecy nie mogłam się oprzeć. Uwiódł mnie błękitny kolor wosku i przepiękna naklejka. Chciałam też spróbować czegoś innego i nie upierać się tylko przy zapachach ciasteczkowych, owocowych i pudrowych. Wąchając tę świecę na sucho, czułam przede wszystkim cytrynę i kolendrę. Zapach w pierwszej chwili skojarzył mi się z cytrynowym, gorącym napojem na przeziębienie. Po odpaleniu czułam dokładnie to samo. Cytryna na pierwszym planie, w tle kolendra. Przyznam szczerze, że albo nie będzie między nami wielkiej miłości, albo zrodzi się ona dopiero wtedy, kiedy na dworze naprawdę zapanuje klimat letni, gorący i świeży. Świeca ma naprawdę bardzo ciekawe i nietuzinkowe połączenie nut zapachowych, ale muszę dać jej trochę czasu. Zapalę ją za jakiś czas i sprawdzę, czy panująca dookoła aura sprawi, że zapach będzie przeze mnie inaczej odbierany. Wiem, że mnóstwo świecoholików uwielbia tę świecę - jest w niej coś takiego, że przyciąga jak magnes! Mam nadzieję, że nadzieje, jakie we mnie rozbudziła, nie zgasną, kiedy nadejdzie lato :)

Świecę kupicie TUTAJ.


Jestem ciekawa, czy eksperymentujecie już z wiosennymi i letnimi zapachami, czy wciąż pozostajecie w klimacie zimy. U mnie ona przeważa i zdecydowanie czekam na śnieg. Wtedy zapachy, które odpalam na co dzień, będą miały jeszcze piękniejszą moc, jestem tego pewna! <3
Copyright © 2016 eddieegger , Blogger